W ostatnim czasie mieliśmy okazje oglądać konferencję Microsoftu dotyczącą komputerów osobistych, a wkrótce potem tego samego rodzaju wydarzenie zostało zorganizowane przez Apple. Czego się z nich dowiedzieliśmy?

Po żadnej z firm nie spodziewano się wiele. Apple już od dłuższego czasu nie zaskakuje innowacyjnością, a premiery nowych komputerów nawet za czasów świetności giganta były jedynie prezentacjami odświeżonych podzespołów. Natomiast Microsoft… to po prostu Microsoft. Zawsze prezentował nowości solidne, ale nie innowacyjne, brakowało im „tego czegoś”, tego „amazingu”, z którego słynął Apple. A w dodatku od niedawna niemal na wszystkie możliwe sposoby dawał nam znać, ze wycofuje się z rynku konsumenckiego, celując w rozwiązania biznesowe, na miarę IBM.

Tymczasem obie konferencje były szokiem. Najpierw zaskoczył Microsoft, który po wydarzeniu został okrzyknięty niemal przez wszystkich jako „nowe Apple”, który po raz pierwszy zaskoczył innowacyjnością i swego rodzaju „magią”.

Nowy, bardzo wydajny, niesamowicie dopracowany Surface Book i7, który po za nowszymi podzespołami, dzięki którym może się poszczycić prawdopodobnie najlepszymi osiągami w tym segmencie laptopów zachęca wyjątkowo długim, bo aż 16-godzinnym czasem pracy na jednym ładowaniu, był jedynie wstępem do tego, co miało się stać potem.

A mam tutaj na myśli prezentację Microsoft Surface Studio. Prezentacji, w której mogliśmy wyczuć ten „amazing”, którego od tak dawna nam brakowało. 28 cali, rozdzielczość 4500×3000 pikseli (63% więcej od 4K!), 12,5 mm grubości. Mowa tutaj o niesamowitym ekranie dotykowym, w jaki wyposażony będzie nowy komputer typu All-In-One Microsoftu. Jednym pchnięciem palca z monitora komputerowego staje się ogromnym tabletem. Wszystkie podzespoły (w najlepszej konfiguracji 2TB hybrydowy dysk, 32GB RAM, procesor Core i7 oraz grafika Nvidia 980M) zamknięte w podstawce urządzenia. A wszystko to w bardzo przyjemnej dla oka formie.

W obsłudze sprzętu natomiast ma pomagać rewolucyjny Surface Dial, który ułatwia dostęp do najpotrzebniejszych funkcji aktualnie używanego programu. Można go używać albo na biurku, jako coś w rodzaju bardziej zaawansowanego touchpada, albo położyć na ekran komputera, który odpowiednio zareaguje na każdy ruch, jaki wykonamy wskaźnikiem, wyświetlając odpowiednie menu i wykonując pożądane akcje. Jest to bardzo futurystyczne, a jednocześnie przydatne narzędzie.

Oprócz tego wszystkiego zapowiedziana została nowa aktualizacja systemu Windows 10, która ma znacznie ułatwiać tworzenie i korzystanie z modeli 3D i 2D na potrzeby drukarek 3D oraz wirtualnej rzeczywistości. Możliwe będzie między innymi przenoszenie rzeczywistych przedmiotów na ekran komputerów za pomocą smartfona, a następnie ich edytowanie w nowej wersji popularnego Painta, który zostanie znacznie odświeżony.

Tymczasem kiedy wszyscy już myśleli ze był to cios który może ostatecznie dobić Apple, odbyła się konferencja dotycząca nowych komputerów giganta z Cupertino. I można szczerze przyznać, że Apple dało Microsoftowi mocną odpowiedź.

Nowości było tu co prawda znacznie mniej, lecz nie były one ani trochę mniej zachęcające. Po za tym, że odświeżono całą linię MacBooków Pro poprzez wprowadzenie najnowszych podzespołów, oraz zamienienie gładzika na dużo większy, obsługujący Force Touch, to ich najdroższe modele wyposażono w nowatorskie rozwiązanie, czyli Touch Bar.

Touch Bar jest niewielkim dotykowym wyświetlaczem, znajdującym się nad klawiaturą w nowych MacBookach. Zastępuje on górny rząd klawiszy funkcyjnych oraz… przycisk Esc. W zamian umożliwia znacznie ułatwiony dostęp do najpopularniejszych funkcji danego programu. To, co wyświetlane będzie na Touch Barze, ma się zmieniać w trakcie używania systemu, podczas przełączania między kolejnymi aplikacjami.

Dodatkowo, to co wyświetlać ma kontekstowe menu, ma być w pełni konfigurowalne przez użytkownika. Natomiast po prawej strony wyświetlacza znajdować się będzie Touch ID (czyli skaner odcisków palców), umożliwiający łatwe odblokowanie laptopa, oraz korzystania z Apple Pay. To wszystko prawdopodobnie będzie miało bardzo duży, pozytywny wpływ na produktywność użytkownika, nareszcie będzie można zapomnieć o tonie różnych skrótów klawiszowych.

Niestety cena nowych MacBooków będzie wynosiła około 12000 złotych.